Pamiętacie mojego kota Franka z wątku: "dłuższa przerwa techniczna"??? (pytanie retoryczne rzecz jasna, bo któżby mógł zapomnieć ten jakże charakterystyczny wyraz kociej twarzy ;))
No to w ramach zapowiedzianego nadrabiania zaległych zaległości, dokończył się był wczoraj kotbook, czyli ...czyli rzecz z serii skarpety na różne przedmioty użytku codziennego (tu: na notebooka, wzór inspirowany mym Frankokotem) :)
To jak dotychczas najdłużej szyta rzecz, bo ręcznie. Ale produkcja masowa toreb mi nie grozi, (jest wielu innych, którym to świetnie wychodzi), więc w drodze wyjątku można trochę podłubać igłą ;)
W planie jeszcze jeden wzór kotbooka, tym razem w roli głównej wystąpi Matylda - zamaskowany SuperKot ;)
...od tych rzeczy, które początek wzięły w mojej głowie i którym nadałam postać całkiem materialną :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarpeta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarpeta. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 września 2011
wtorek, 12 lipca 2011
Powrót do źródeł
Dziś powstała rzecz, która początek wzięła z łikendowych rozmyślań nad funkcją podstawową jaką filc pełni w domu... Stąd powrót do źródeł :)
Nie wiem jak Wy wykorzystujecie filc w swoich mieszkaniach, ale w moim mieszkaniu oraz w innych mi znanych z filcu są uszczelki albo... podkładki/podklejki pod krzesła i stoły :) (takie co się ich używa, coby podłogi nie rysować meblami).
U mnie te podkładki zawsze po jakimś czasie odklejały się i przesuwały, a wtedy drażniły śmieciowym wyglądem. A odkąd mam koty (czyli od ponad 20 lat) na klej po przesunietych podkładkach idealnie zbiera się również kocia sierść. Odkąd mam zaś kota Franka, podkładki często niesamoistnie schodzą z nóg krzeseł - Franek znany jest bowiem wszem i wobec jako wygryzacz tych małych filcowych kwadracików, które lekko już sfatygowane wyglądają z pewnością całkiem jakby mysz schowała się pod nogą krzesła ;)
Prototyp nowej rzeczy zadedykowałam więc właśnie Frankowi, dwojako: raz - bo przypomina nieco frankową łapę, dwa - bo tej podkładki Franek już nie wygryzie ;) :)
Na kocich łapkach jednak się nie kończy, bo są jeszcze kurze nóżki, kozaczki, albo zwyczajne skarpety i co jeszcze tylko głowa wymyśli... Coming soon ;)
Nie wiem jak Wy wykorzystujecie filc w swoich mieszkaniach, ale w moim mieszkaniu oraz w innych mi znanych z filcu są uszczelki albo... podkładki/podklejki pod krzesła i stoły :) (takie co się ich używa, coby podłogi nie rysować meblami).
U mnie te podkładki zawsze po jakimś czasie odklejały się i przesuwały, a wtedy drażniły śmieciowym wyglądem. A odkąd mam koty (czyli od ponad 20 lat) na klej po przesunietych podkładkach idealnie zbiera się również kocia sierść. Odkąd mam zaś kota Franka, podkładki często niesamoistnie schodzą z nóg krzeseł - Franek znany jest bowiem wszem i wobec jako wygryzacz tych małych filcowych kwadracików, które lekko już sfatygowane wyglądają z pewnością całkiem jakby mysz schowała się pod nogą krzesła ;)
Prototyp nowej rzeczy zadedykowałam więc właśnie Frankowi, dwojako: raz - bo przypomina nieco frankową łapę, dwa - bo tej podkładki Franek już nie wygryzie ;) :)
Na kocich łapkach jednak się nie kończy, bo są jeszcze kurze nóżki, kozaczki, albo zwyczajne skarpety i co jeszcze tylko głowa wymyśli... Coming soon ;)
czwartek, 19 maja 2011
Jak to? Bez kaczuszek?
Znacie to opowiadanie Goscinnego, w którym mama Mikołajka robi mu niespodziankę i kupuje sweter z kaczuszkami i Mikołajek się rozpłakuje i mówi, że go nie założy bo wszystkie chłopaki w szkole będą się z niego nabijały, ale mama jest nieugięta, a jak Mikołaj przychodzi do szkoły to faktycznie wszystkie chłopaki się z niego śmieją...
Czytaliśmy je sobie z Panem Lenowakiem dzień przed tym jak Pan Lenowak poprosił mnie o etui na telefon. Więc gdy następnego dnia zabrałam się do dzieła, uszyłam całkiem standardowe coś... ale to po to przecież, żeby koledzy w pracy nie nabijali się z jego "kaczuszek" ;)
W samej skarpecie (jak nazywam etui na telefony) żadna filozofia, więc d... nie urywało swoim wyglądem... Pan Lenowak też jakiś taki zawiedziony, choć na głos tego nie powiedział... No po prostu wszystko na niebie i ziemi wskazywało, że "kaczuszki" muszą być! Że bez nich ta rzecz traci sens! ;)
Usiadłam, pomyślałam i dzień później, czyli wczoraj, powstała...
królicza skarpeta (sam królik autorstwa Pana Andy Riley-a):
To nie wszystko!! Najważniejsza w całym projekcie jest koncepcja uciekającego z tyłu na przód królika :)
Tak czy inaczej obstawiam, że będą się koledzy z niego nabijali. Ktoś z Was myśli inaczej? Zakład? ;)
Ps. I jeszcze wersja "sprzed kaczuszek":
Czytaliśmy je sobie z Panem Lenowakiem dzień przed tym jak Pan Lenowak poprosił mnie o etui na telefon. Więc gdy następnego dnia zabrałam się do dzieła, uszyłam całkiem standardowe coś... ale to po to przecież, żeby koledzy w pracy nie nabijali się z jego "kaczuszek" ;)
W samej skarpecie (jak nazywam etui na telefony) żadna filozofia, więc d... nie urywało swoim wyglądem... Pan Lenowak też jakiś taki zawiedziony, choć na głos tego nie powiedział... No po prostu wszystko na niebie i ziemi wskazywało, że "kaczuszki" muszą być! Że bez nich ta rzecz traci sens! ;)
Usiadłam, pomyślałam i dzień później, czyli wczoraj, powstała...
królicza skarpeta (sam królik autorstwa Pana Andy Riley-a):
To nie wszystko!! Najważniejsza w całym projekcie jest koncepcja uciekającego z tyłu na przód królika :)
Tak czy inaczej obstawiam, że będą się koledzy z niego nabijali. Ktoś z Was myśli inaczej? Zakład? ;)
Ps. I jeszcze wersja "sprzed kaczuszek":
Etykiety:
Andy Riley,
bunny suicides,
etui,
filc,
królik,
rzecz,
skarpeta
Subskrybuj:
Posty (Atom)












